Marciusz Moroń
1969 - 2008
Psycholog, muzyk, scenarzysta.
Ukończył Uniwersytet Jagielloński oraz PWSTTViF.
Pracował jako trener biznesu, realizator telewizyjny...
Nominowany do nagrody im. J. Bierezina w 2003 r. za tomik "krutkie serie".
Parokrotnie nagradzany w lokalnych konkursach poetyckich.
Publikował w "Tyglu Kultury".
Był członkiem Koła Młodych Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Był człowiekiem wszechstronnie utalentowanym - pisał wiersze, grał i śpiewał, występował jako aktor, prowadził zajęcia z jogi.
Niezwykle sympatyczny, otwarty na ludzi, z którymi umiał rozmawiać...
"krutkie serie" - wybrane utwory:
Pierwiastki
złoto to Aurum, skrót Au, srebro
Argentum, zabawne, bo skrót Ag, wapń
Ca - Calcium, szukam
Pandemonium
Pa
Pewnie
Jedzie
facet w tramwaju i śmie
je się do sie
bie
Poeta
Pewnie
Boją się
Miałem sterczące włosy kolczyki
w uchu skórę myślałem ludzie
boją się
mnie
Zdjąłem kolczyki obciąłem
włosy włożyłem
garnitur
Boją
Się
Szczyty
Już się zgoiło?
Czy się zarosło?
Skostniało?
Zwapniało?
Nabrało sił?
Nic
Zobaczyłem Cię
I niemal wszystkie znaki
zodiaku
są, wciąż
Na swoim miejscu
Szukając
Od dwóch lat
nie kochałem się z żadną kobietą
(co nie jest prawdą
ale
dobrze brzmi na początku
wiersza).
Syzyf
Klocek do klocka
włos
do włosa
westchnienie do
westchnienia buduje
Tak,
Po prostu.
Z Gałczyńskiego
Siedzę w kawiarnii
Mam spokój i ciszę
"Przepraszam...
co Pan pisze?"
Pożegnania
Śnieg
Spadł
W pokoju luster
Przychodząc nie wiedziałem
najtrudniej
otworzyć się na siebie
Samego
Życie
Szósta rano listopad ludzie
idą
Za równo, za szybko, wtulone
Ramiona w głowę w
Milczenie
Jedno za drugim
Tęsknota (brzydki wiersz)
wiersz za wierszem
piosenki zdjęcia
pomysł jestem
bardzo płodnym autorem mam
duzo
spermy w mózgu
zamiast w Tobie
Schizofrenia
Gdy myślę o sobie że jestem
schizofrenikiem wszystkie
barwne
wizje
Spierdalają
Czyściec
Demony dręczą duszę dupa
Dzięki Tobie, Panie
Ma mniej liter
Im
im
bardziej
zamykam się w pokoju tym
bardziej otwiera się
we mnie im
więcej
znajduję w sobie tym
bardziej znajduje
w świecie
tym
"pali zalewa burzy" - wybrane utwory:
Fundamenty
beton, drobne drzazgi, mróz, taki że ząb, wiatr
kopca piasku ani ruszy, ani kry idą, skrzenie w beto
niarce wszystko zamar
znięte na kamień gdy było
kamieniem, na lód kiedy wodą
w duszę jeśli wiatrem
burzenie
pierwsze krople deszczu zmyły nas ze wzgórza
wprost pod stare ruiny. były młodsze od nas.
bez
twoje usta smakuja jak poison, opady kreacji
karnawał się zatrzymał w nieodpowiednim i miejscu
zabrakło powietrza, wypełniamy się. prowadzą
z nami grę w obejmij i przytul; pustka
też lubi tu bywać, a nawet woli
jak słowa śliskim skokiem spadaja w niepamięć
przeproś pana dziewczynko, i pozwól se odejść
***
świat powstał z dźwięku. z jednego? jak więc to możliwe
żeby w czasie ciągłym powstał, skoro dźwięk był jeden?
posłuchaj..
***
kolejny dzień deszczu. przebicie kolejne przebicie. światłem
przebijamy ciszę, słowem
poprzez mowę. kolejowe dźwięki, oratoria falli
które otaczając nam usta pchaja się powietrzem
i ty się napychaj póki mówisz pragniesz
Święty plankton
śniadanie naprzeciw obiadu. kolacja się zapomina
zupa z wczoraj mydli oczy; zapleśniałe ogryzki
ogryź mnie z mięsa a zostaną płucka. pół cacka
to nie całkiem cacko. fajka, cztery jajka, jak mówił znajomy
jonasz. plankton, słyszysz! dla jednych plan to dla innych
woda po kądzieli.płytki rowek. woda po
zagłuszanie
dym to nocne zajęcie, jak puszczanie wierszy
poprzez drżące nogi; drżą mi rogi słowa
zmowa wieszczy pociąg, do posłania. serio
napięte twe łuki brwiowe trafiły mnie w sedno
cif
jeśli przestanę pić piwo będzie we mnie płoną
duch - usłyszałem w swojej głowie i nie był
to telefon od matki. a wszystkie rzeczy na niebie
i w ziemi zakończą się śnić. filozofujesz powiedział
mestos. i przetarł mi oczy. miałem juz na imię
lecz nie byłem w formie
etam.
urosłem kochanie, w opozycji do płotu, stołu i opowieści
o jezusim chruście. tańsza wersja wszystkiego pozwala przetrwać
najbardziej nikczemne poranki. zawroty nocy. zaognienia.
przepisowo pociętych żył niecodziennych dążeń, telefonię
prażyć. pogromy o ludziach którzy wyszli z ziemi i nie powrócili
do mnie mówią
więcej niż książka teleologiczna. przynajmniej ta którą posiadam
w myśli. rak do szpiku przemienia się we mnie miejscami na poranki mózgu. wstaję; tera, kurna, walczą
"ARIA Z PSA."
ARIA Z PSA.
Jestem dzisiaj dość molowy
Mam graniczny skowyt głowy
I tołpyga w dwunastnicy
Gra graniczną arię z psa
Wazonkowce, skoczogonki
Chcą mi podać swoje pląski
Goniąc pogłos do ćwierćnuty
A ja betonowe buty
Na kasownik wkładam sam
Pogryzły misie
Mały dur w cisie
Krzyżyk z bemolem
Ja tu pozwolę
Dodekafonii
Niech mnie dogoni
Złapię ją w pół
Czy w mol czy w dół
Czuje się dzisiaj jak akordeon
Na żebrach serce mi gra stereo
To z prawej strony, to znów dla żony
Gra mi graniczną arię z psa
Nawet religii zwinne relingi
Na znak mej lingi zwinęły trakt
Już sam się gubię
W znaczeń tych próbie
Ku swojej zgubie
Gram arię z psa
Pogryzły misie
Mały dur w cisie
Krzyżyk z bemolem
Ja tu pozwolę
Dodekafonii
Niech mnie dogoni
Złapię ją w pół
Czy w mol czy w dół
RUDA BHANGRA.
Ruda Bhangra zaciąga mnie do szwagra
Ruda bhangra
Jest więcej lepiej kull
Ruda bhangra
Niebieska niczym wiagra
Ruda bhangra Rulz!
Ruda bhangra ma milion czarnych myśli
Lecz gdy się przyśni
To w gardle staje szczek
Rudej bhangrze na rurze tańczyć karze
Ona zatańczy tak, że
Żeby aż metal zmiękł
Ruda bhangra
Zabiera mnie do szwagra
W Rudej bhangrze jest więcej
Super kull
Ruda bhangra, choć ma za dużo sadła
To by mnie zjadła
Ruda bhangra rulz!
Ruda bhangra odbiera sobie życie
Tak znakomicie że dławi
We mnie lęk
Ruda bhangra
Wywala sex do wiadra
Niebiańska wiagra
To miłość, o tym wiem
Ruda bhangra
Zabrała mnie do szwagra
Z rudą bhangrą
Jest więcej, lepiej, kull
W rudej bhangrze
Śpią wszystkie prześcieradła
Oby mnie zjadła
Ruda bhangra Rulz!
Rudej bhangrze
Ja z sobą tańczyć każe
Po środku zdarzeń
Przybędzie w dupie piór
Z rudą bhangrą
Jest ujot, uś i kul
RYM DO DNO.
Podnoszę z ziemi
Ogórek cieni
Niosłem go długo
Pan moim sługą
Miele w swym pysku
Chleb półziarnisty
Zaraz go sprzedam
Za zrazy z nieba
Jestem zazdrosnym skurwysynem
Myślałem że mi kiedyś minie
To ale to nie to.....wolny jak żeton
Jak minie, się rozminie i nie to
Wpadnę w tło
I znajdę wreszcie
Rym do Dno
Na święta płacze
I się sobaczę
Bo umarł Krystus
Na mym półmisku
Podnoszę z ziemi
Kiedy się ściemni
Garść głodnych myśli
Do Dupy rym
Jestem żałosnym brzuchomówcą
Co jedno słowo zna jedynie - brudno
Na Brudnie zaś mój dziadek
Mieszkał lecz miał wypadek
W zanadrzu na wypadek
Gdybym ja znalazł
Rym do Dno
Więc goni mnie
Mój rym do nie
I goni też
-pejolukratywny wieprz-
ja nie przestaje
na siusiu wcale
więc w pełnym cwale
wciąż gonie piękny Rym do Dno
Już wszyscy w kupie
Mądrzej tym głupiej
o. o. O . o! (mniej niż zero....- wstawka)
Mówiła do mnie kiedyś Hania
Kiedym na nogach już się słaniał
Nie jesteś godzien zaufania
Tak goniąc stale rym do dno
A ja żem na to odpowiadał
Kiedym w jej nogi głową wpadał
Chyba znalazłem!
To jest to!
PSIA KANZONA.
Ref. Ten pies pierdzi
Ten pies śmierdzi
Ten pies wyjdzie na psie zero
Ten pies się doczeka śmierci
Stąd spierdalaj, ty cholero
Ten pies wyje
Ten pies gnije
Temu psu się coś wydaje
Że jak żyje to nie żyje
Że mu w gardle życie staje
Ten pies wyjdzie na psie zero
Ten pies będzie cienko szczekał
Gdy mu w gardle życie stanie
To cień psi nie będzie zwlekał
Ten pies już się nie wywinie
Ten pies już się nie wykręci
Gdy go z łap już życie zbije
Ogon cienia go prześwięci
Ref. Ten pies pierdzi...
Ten pies może jeszcze merda
Ten pies może jeszcze skomli
To w psim cieniu drzemie werwa
To psi cień go zbezpotomni
Ten pies gnije
Ten pies śmierdzi
Ten pies się doczekał śmierci
Wciąż mu życie w gardle stało
Cień już pozbył się psiej sierści
Ten pies śmierdział jak zły szeląg
Ten pies gonił własny ogon
Słuchał ciągle psich nakazów
No i wyszedł na nikogo
Ten pies pierdział
Ten pies śmierdział
Ten pies złapał własny ogon
Jego cień go zbezpotomnił
Potem poszedł swoją drogą
Ten pies pierdział
Ten pies śmierdział
Ten pies złapał własny ogon
Własny cień go zbezpotomnił
Potem poszedł swoją drogą
góra
KRAWMAGA.
Kraw Maga, Kraw Maga
Rozbieraj się do spodni
A gdy już będziesz nagagagaga
Twój gors mnie znieprzytomni
Kraw Cowa, Kraw Cowa
To nie są puste słowa
Bo po nich tyś gotowa
Na mój do .... (piiip) Rym
Kraw Cowa, Kraw Cowa
To tylko piękne słowa
Gdy będziesz już gotowa
Zjem twój jabłkowy grzech
Kraw Maga, kraw Maga
To mądrość i odwaga
Bo kiedyś jesteś naga
W twój popyt wstawiam rym
Kraw wężnik Kraw Wężnik
Mój mężnie już się pręży
I zanim go zwyciężysz
W twej harfie wzbudzi prym
Kraw Maga, Kraw Maga
Rozbieraj się do spodni
A gdy już będziesz nagagagaga
Twój gors mnie znieprzytomni
PSIA KANZONA II. (CANZONNA DELLA CANISA) 23:15 12.02.02
Lgnę do ludzi jak kalafior
Jestem małym oboistą
Ciąży we mnie świętość wielka
Ciąży na mnie psia dwoistość
Jestem strefą zakazaną
I odtwarzam skoczne pliki
Zgalam wieczór co dzień rano
Odkurwiaczem wprost za Fryki (odkurzaczem wprost z Afryki)
Ref: Jazda!
O,o,o Jazda!
Jestem Szatanem
I walę w gniazda
Rety!
O, o, o Rety!
Jestem Szamanem
Szamam kobiety
Jezu!
O, o, o Jezu!
A teraz zapraszamy serdecznie wszystkich państwa do gazu!
Jestem windą dla porażek
Wyniesioną osobliwie
Drzewa szczerzą swoje maski
Chociaż liście mają krzywe
Ja zapalam euforię
I odgrzewam psom wspomnienia
Stoją piękne nagie sztolnie
Choć chutników już w nich nie ma
Ref: Jazda!
O,o,o Jazda!
Jestem Szatanem
I walę w gniazda
Rety!
O, o, o Rety!
Jestem Szamanem
Szamam kobiety
Ref.: Dzieci
O,o,o dzieci
Jestem dziewicom
A krew nie świeci
Jazda
O, o, o Jazda
Niechże nam żyje
Pan Andrzej Gwiazda
Jezu
O, o, o, Jezu!!!
A teraz
Serdecznie zapraszamy wszystkich państwa do..
Lichenia, na wycieczkę po naszej znamienitej świątyni, z którą może konkurować jedynie katedra w ....
Ref: Jazda!
O,o,o Jazda!
Jestem Szatanem
I walę w gniazda
Rety!
O, o, o Rety!
Jestem Szamanem
Szamam kobiety
Jestem modrym oboistom
I odgrzewam skoczne pliki
Dostarczane autochtonom
Parowozem wprost z afryki
Jestem szybkim polucjantem
Prę do przodu niczym Wołga
Niosę wolność wszystkim braciom
I co z tego że na czołgach
Ref: Jazda!
O,o,o Jazda!
Jestem Szatanem
I walę w gniazda
Rety!
O, o, o Rety!
Jestem Szamanem
Szamam kobiety
Jezu!
O, o, o Jezu!
Ref.: Dzieci
O,o,o dzieci
Jestem dziewicom
A krew nie świeci
Jazda
O, o, o Jazda
Niechże nam żyje
Pan Andrzej Gwiazda
Jezu
O, o, o, Jezu!!!
ANATHEMA.02 (NEONOWA DEMOKRACJA) 23:26 12.02.02
Pa!
Miętaj przyjacielu
Jesteś twardym oratorem
Choć ja wole to co wole
Co niewoli to niewole
Zajedliśmy się strawą
Po niej przyszły desery
Teraz dupy nie wzlecą
Idź do ciemnej cholery
Pa
Miętaj przyjacielu
Zapomnienie waży słowa
Zrobim z nich pasze - mache'
Demokracja Neonowa
Ulepimy dwa bałwany
Zasłonimy przepisami
Wyskoczymy wyżej dupy
Nikt nas tutaj nie omami
Ref.: Anathema
Anathema
Dobrze wiemy
Że nas nie ma
Pa
Miętaj przyjacielu
Pies gotuje się do szczeku
Zanim strawi własny skowyt
Stworzy nastrój do rozmowy
Po to są psie idee
Żeby ziścić się w człowieku
Skoczyliśmy wyżej dupy
Osraliśmy własne głowy
ALKOHOLICY Z WRZODEM NA GLACY.
Alkoholicy z wrzodem na glacy
Niosą nam swój ból na tacy
Ktoś im rano mówił z nieba
Co nam słuchać, co nam trzeba
Puszczać w radio, dać na płytach
Kto to mówił? Nikt nie pyta
Jak z matrycy wszystko gramy
Co się stało z moją muzyką, Chamy!
Wciąż mam zaciśnięte pięści
Kiedy słyszę co się święci
Trzy miliony ludzi stale
Patrzy w pusty talerz
A tu mi grają polską Celin Dijon
A tu mi grają
Polskie "Los del Rio"
Idole na stole
Skakają ka(n)kana
Z golonką, prosiakiem, do samego rana
Między zakąskę a wódkę wchodzi
Mężczyzna z dzióbkiem, śpiewa
Że mu nie trzeba już nawet
Błękitnego nieba
Ma wszystko na koncie
I stemple w paszporcie
I pokazuje Wała
Piękna nasza Polska cała
Co się stało z moim rokendrolem
Oddajcie muzykę, bo was za to zgolę
Na łyso, na cacy
Wydłubię wrzód z glacy
Oddam marketingi, i te głosy co stringi
W gardłach noszą zamiast na tyłku
Czy oni na prawdę wierzą
Że wszyscy w te produkcje wierzą
Przecież to słychać w głosie wokalistki
Że myśli tylko jak dać ciała wszystkim
Że powie wszystko byle tylko spodobać
Się panu od krzywego dzioba
I zaśpiewa każde jego zbucze jajo
Byle tylko, wreszcie, nareszcie, byle Się sprzedało
No i kiedy my Bracie (Jezu) wreszcie się sprzedamy..?
Oddawać mi moją muzykę, Chamy!
Słuchałaś kiedyś radia, tego co puszczają
Klikam i klikam, a tu ciągle grają
Plastikowe matryce, lub osiemdziesiąte
Lata, ale te najprostsze
Czyżby to co szczere
Było dzisiaj za ostre
Nie podburzać nastrojów, nie mówić
O wojnie
Wszyscy chcemy do żłoba, z Ameryką spokojnie
Nie podburzać nastrojów, i nie mówić że głodno
Może być o sexsie, narkotykach i trawie
Lecz o wódce już nie, bo za twardo to pachnie
Młodzież musi się zszumieć, musi być agresywna
Dużo bluźnić i niszczyć
Tak by nikt nie chciał przyznać
Jej racji bytu, nie słyszał skowytu
I braku ratunku
Perspektyw, szacunku
Jeśli wyż demografii
Zmienisz w mięso armatnie
Wszyscy pójdą do mafii
A tak przecież już łatwiej
Rządzić jest każdym krajem
Kiedy wszyscy się boją demokracji nie staje
Siły By tę kość z gardła wyjąć
By się dłużej nie dławić
Przyjdzie Lepper czy Miller
I od strachu nas zbawi
Swoją szczerą postawą, swoim najszczerszym gniewem
Prosto przed kamerami, za kamerą - Nic nie wiem!
Przecież łatwiej o niebo
W górze w mordę się walić
Niż zejść na dół i posprzątać -
Toć to inni nasrali
To czerwoni, to czarni
To zieloni, to biali
Cały kraj tonie w gównie
-Toć to inni nasrali!
Toć Kołodko, toć Belka, toć Kornhauser, toć Ciolo
Baranina, Kwiatkowski, Człowiek z dzióbkiem i Olo
Wszyscy już ubrudzeni
I po szyje tkwią w gównie
Jedno łatwo wychodzi - im
Jest ciemniej tym równiej
Wszystko można pod stołem, z tyłu sklepu
Pod ladą
Byle się nawpierdalać, co nam kolwiek
Podadzą.
Trzeba w bankach, w pekapie, w pezetusie
W bidecie
Jak najwięcej się nażreć
Wiatr historii wymiecie
Tych co się nie najedli, co im brzuchy nie ciążą
Gdy im w krwi nie zalega
(wspólne) Gówno i obrok
My ich szybko wywiejem, byle jeszcze się nażreć
Byle Polak był biedny, potem sprzedać go łatwiej
Tak sprzedamy to wszystko co nam chodzić w glorii
Ciągle jeszcze przeszkadza, wszystkie biedy kołchozy
Wpakujemy w markety i nazwiemy to rajem
Chamie! Coś ty zrobił z mym krajem!!!
Coda: (na melodię Makareny)
Ciolo Olo, Miller, Baranina
Solidarnie się wszyscy
Kupy trzymać
Zus, Pekao, Pekepe i WuCe
Ales Raus!
Wypierdalać Buce!