Get Adobe Flash player

Fryderyk-Wilhelm-Schweiker

Schweikertowie przybyli na polskie ziemie już w 1800 r. i osiedli w Starowej Górze. Pochodzili z Wirtembergii. Jan Jakub był kowalem, dopiero jego syn Fryderyk Wilhelm (urodzony w 1837 r.) postanowił zostać tkaczem. Rzemiosła nauczył się w Pabianicach. W 1865 r. już ze swoją rodziną - żoną Amalią Hampel i synami - ruszył do Łodzi, by spróbować szczęścia w prężnie rozwijającym się mieście. Pierwszą tkalnię założył przy ul. Piotrkowskiej 147. Zatrudniał tam dziewięć osób. Dziesięć lat później uruchomił kolejną manufakturę przy ul. Głównej. Miał tam już trzy razy więcej robotników. Produkował głównie wełniane chusty i koce, a gotowe produkty wysyłał do Rosji. Z czasem przestało mu to wystarczać. Zresztą do interesu stopniowo przystępowali jego synowie: Oskar, Robert i Ludwik... wiecej >>



Anstadt

Karol Gottlob Anstadt pochodził z Saksonii, urodził się w 1801 roku. W poszukiwaniu pracy dotarł najpierw do Turku, gdzie w 1836 roku założył drukarnię tkanin. Po siedmiu latach przeniósł się jednak do Łodzi, która wyraźne nabrała rozpędu jako ośrodek włókienniczy, i uruchomił drukarnię białego perkalu przy ul. Średniej 34 (dzisiejsza ul. Pomorska). W latach 60. XIX wieku Europa przeżywała kryzys spowodowany wojną secesyjną w Ameryce. W tym czasie dużo całkiem dobrze funkcjonujących dotąd łódzkich fabrykantów straciło majątki. Wiele zakładów wykonujących dla nich zlecenia zbankrutowało. Anstadt postanowił zmienić branżę, tym bardziej że nie wytrzymywał konkurencji z większymi drukarzami. Postanowił zająć się browarnictwem. Na pewno wpływ na tę decyzję mieli jego dorośli synowie. Być może nawet nie on był głównym motorem działań. Był już wtedy grubo po sześćdziesiątce. W każdym razie w 1867 roku wybudował przy ul. Średniej (dzisiejsza ul. Pomorska) pierwszy budynek przemysłowy browaru - warzelnię...wiecej >>

 

Markus S

Silbersteinowie, członkowie zapomnianej rodziny fabrykantów, mieli w Łodzi kilkadziesiąt nieruchomości, kolekcjonowali dzieła sztuki i wspierali artystów, fundowali sierocińce i szpitale.
Gdy w 1907 r. Mieczysław Silberstein został zabity przez robotników z własnej fabryki, jego matka - Teresa z Cohnów, wielka filantropka, straciła serce do Łodzi. Zaszyła się w posiadłości w Lisowicach pod Brzezinami. Zmarła w 1914 r. Gdy szedł kondukt pogrzebowy z jej trumną ulicą Piotrkowską w kierunku cmentarza żydowskiego na Bałutach, latarnie i domy na polecenie łódzkiego magistratu zostały pokryte kirem. Jej męża Markusa Silbersteina w 1899 r. też żegnały tysiące łodzian, w tym setki robotników. Rodzinny grobowiec z karraryjskiego marmuru na cmentarzu żydowskim należy do najpiękniejszych w Europie - w końcu w tym roku doczekał się remontu...wiecej >>



Eisertowie mieli w Łodzi kilka fabryk, wybudowali skromny, ale elegancki pałac przy ul. Piotrkowskiej i willę przy ul. Gdańskiej, oddali łódzkiemu Muzeum Sztuki wspaniałą kolekcję malarstwa. Jednak praktycznie zostali w Łodzi zupełnie zapomniani.
Historia Eisertów bliźniaczo przypomina dzieje innych fabrykanckich rodzin budujących Łódź. Eisertowie przybyli na ziemie polskie w  1826 r. z Saksonii. Johann Gottlob Eisert pochodził z Budziszyna i był tkaczem. Miał już powyżej czterdziestki, gdy postanowił szukać lepszego życia. Przyjechał z żoną, dwiema córkami i synem najpierw do Pabianic, a w 1828 r. przenieśli się do sąsiedniej Łodzi. Przy ul. Piotrkowskiej 135 postawił drewniany dom, w którym uruchomił warsztat tkacki... wiecej >>



Jeśli Scheiblera i Grohmana nazywamy królami łódzkiego przemysłu, Richterów można by nazwać książętami. Nie stworzyli potężnego fabrycznego przemysłu, ale za to zostawili Łodzi kilka wartościowych obiektów. Niestety, o samej rodzinie wiadomo bardzo mało. Nie ma nawet zbyt wielu rodzinnych fotografii.
Wszystko zaczęło się w Czeskiej Lipie, niewielkim miasteczku leżącym dziś blisko granicy Polski i Niemiec, na początku XIX w. w cesarstwie austriackim, a może w wiosce leżącej tuż obok. Stamtąd przybyli pierwsi czescy osadnicy, wśród nich Józef Richter. Historia Richterów jest dość skomplikowana, bo w każdym pokoleniu był jeden Józef i historycy, a raczej popularyzatorzy, często mieszali te postaci. Ten pierwszy, który przyjechał do Łodzi w 1825 r., był tkaczem. W porównaniu z wieloma innymi osadnikami przybywającymi wówczas do Polski nie był protestantem, ale katolikiem. To faktycznie on zapoczątkował łódzki etap w dziejach rodu, ale dopiero jego syn, zresztą również Józef, urodzony w 1818 r. w Czechach, kupił w 1841 r. działkę przy ówczesnej ul. Placowej 17 (dziś ul. Skorupki) i rozpoczął tam ręczną produkcję tkanin.... wiecej >>



Od dwóch wanien podgrzewanych na wolnym ogniu zaczęła się łódzka historia rodziny Biedermannów. Z czasem zabudowali spory fragment miasta przy zbiegu dzisiejszych ulic Kilińskiego, Północnej i Franciszkańskiej, gdzie płynęła rzeka Łódka.
Biedermannowie sprowadzili się na tereny Polski dwa pół wieku temu. Przybyli tu z Bawarii z grupą niemieckich osadników - protestantów i osiedlili się w Zdunach w powiecie krotoszyńskim. To tam w księdze urodzin parafii ewangelickiej z roku 1730 po raz pierwszy pojawia się nazwisko Georg Friedrich Biedermann. Nieco ponad sto lat później przyszedł na świat Robert Biedermann, twórca potężnego rodu fabrykanckiego w Łodzi. Urodził się w Zduńskiej Woli, gdzie zamieszkał jego ojciec - pastor ewangelicki. Już w wieku 12 lat Robert wyjechał do Konstantynowa, gdzie przez pięć lat uczył się zawodu farbiarza. "Farbiarz oprócz wiedzy chemicznej musiał być kolorystą, umiejącym przez właściwy dobór naturalnych składników uzyskać odpowiedni efekt kolorystyczny tkanin. Każda barwa miała inny zapach i uchwycenie właściwego decydowało o jakości ufarbowanego włókna" - pisze w monografii rodu Wanda Kuźko. To sprawiało, że w tamtych czasach zawód farbiarza był traktowany za fach na pograniczu sztuki. ... wiecej >>



Ludwik Geyer był człowiekiem renesansu, grał na skrzypcach, był miłośnikiem teatru, założył najstarszy łódzki chór, miał wielką bibliotekę, pisał artykuły prasowe. Był niezwykle pomysłowy i przedsiębiorczy. Jak brakowało barwników do tkanin, to zaczął hodować marzannę - ziele, z którego uzyskiwano barwnik.
Piotr Jaworski: - Bardzo niewiele. Ludwik Geyer przyjechał tu po raz pierwszy w 1826 roku z Neugersdorf w Saksonii. Jego ojciec prowadził tam niewielką manufakturę bawełnianą. Dwa lata później sprowadził się do Łodzi z rodzicami, ale choć miał tylko 23 lata, to on prowadził interes, a nie ojciec. Przywiózł tu trochę krosien, zapas przędzy bawełnianej ibarwników do tkanin. Podpisując umowę rządową zobowiązał się co najmniej przez 10 lat prowadzić tkalnię wyrobów bawełnianych, a w ciągu roku wybudować murowany dom. W kontrakcie osiedleńczym zastrzegł sobie też udzielenie licencji na sprowadzanie przędzy bawełnianej....wiecej >>



Poznańscy Zachowały się tylko dwa jego zdjęcia i portret autorstwa Stanisława Heymana (prezentowany w saloniku Muzeum Historii Miasta Łodzi). Niewiele opowieści o nim przetrwało w pamięci potomnych, a i tak niektóre anegdoty należałoby włożyć między bajki, choćby to, że na początku "kariery" jeździł po Łodzi wózkiem zaprzęgniętym w psy i zbierał szmaty. Nie sposób też uwierzyć w opowieść, że już jako bogacz chciał sobie wyłożyć podłogę salonu złotymi pięciorublówkami i zwrócił się w tej sprawie o zgodę do władz rosyjskich. Natomiast prawdą jest, że w 1900 roku, kiedy fabrykant chorował, ulice Ogrodową i Zachodnią wyłożono słomą, by nie przeszkadzał mu huk dorożek i wozów...wiecej >>