Get Adobe Flash player


Piotr Pasiewicz

Grafik, rysownik, performer, fotograf, ilustrator, często określa się terminem grafomówca.

Od 2008 roku student ASP w Łodzi na Wydziale Malarstwa i Grafiki ( kierunek grafika warsztatowa). Należy do grupy łódzkich twórców młodego pokolenia. Urodził się w 1979 roku. Jego twórcza inicjacja nastąpiła w 1997 roku. Do tej pory eksponował swoje prace w Pałacu Scheiblera, Muzeum Kinematografii, Muzeum Książki Artystycznej, Galerii Manhattan, Galerii Rondo, na V Festiwalu Dialogu Czterech Kultur, IV Międzynarodowym Festiwalu Animacji Reanimacja, w Instytucie Historii Sztuki we Wrocławiu i w Łodzi, Urzędzie Miasta Łodzi i w Forum Fabricum. Poza wystawami artysta proponuje widzom szereg projektów performance: Horyzont, Filary Wrażliwości, Teatr Wyobraźni w procesie, będących odzwierciedleniem procesu twórczego. Daje to możliwość zetknięcia się z nietypowymi doznaniami stojącymi blisko tych, które wywołane były przez akcje ruchu Fluxux czy Dennisa Oppenheima. W swych działaniach performance artysta przekształca się w pędzel-narzędzie, które z pozoru mechanicznie wykonuje szkice tuszem czy farbami na białej płaszczyźnie papieru, tworzy przedziwny świat pełen metafor i odniesień do otaczającej nas rzeczywistości.    >>> www.piotrpasiewicz.ovh.org

 

 




Marciusz Moroń: Jak ma na trzecie Piotr?

Dlaczego na trzecie? Czy w ogóle możemy coś powiedzieć o jego drugim (imieniu oczywiście)? Czy sam zna swoje trzecie imię?

 

Na pierwszy rzut oka nie wygląda na człowieka, który dostąpiłby stygmatu bierzmowania. W ogóle Piotr Pasiewicz na pierwszy rzut nie wygląda. Jeżeli już, to na zapaśnika wagi lekkopółśredniej, jakiegoś młodszego brata bałuckiego mistrza jujitsu. Na pewno nie na artystę. Szczególnie plastyka.

Na pewno dostąpił jakichś stygmatów, jakieś - nie bójmy się takich słów - boskie lub diabelskie energie płyną przez niego, przez jego głowę, zwoje mózgowe, wyobraźnię. Przez jego dłonie, palce, przez jego pędzel, zastępowany niekiedy przez rapidograf, czasami przez styropianowy szablon. Na pewno zaś skapują ciężką, ciemną plamą na biały karton czy płótno, zostawiając często ślady, rozpryski.

Kim więc jest Piotr Pasiewicz, człowiek z bródką, autor zamieszczonych obok prac?

Piotr Pasiewicz jest Podróżnikiem – zapędza się w niebezpieczne, trudno dostępne rejony ludzkiej psychiki, człowieczej podświadomości. Od turysty odróżnia go to, że nie porusza się po znanych, wytartych, dobrze rozreklamowanych szlakach. Szuka własnych dróg, korzystając z map i dorobku poprzedników ( np. zaangażowanie przypadku w akt twórczy z Pollocka, ludzkie ciała jak z „okropności wojny” Goi, uległość i ekshibicjonizm seksualny jak z Schultza), nie wzorując się jednak na nich, badając własne ścieżki i przeciskając się przez dżunglę utartych wyobrażeń o sztuce plastycznej przy pomocy swego talentu i odwagi. Symptomatyczne jest to, że każdy, napotykając prace Piotra odnajduje w nich własne fascynacje, nazywa własne inspiracje (słyszał już porównania do Boscha, Klee, Płóciennika, itp., itd.), jednocześnie nie mogąc Pasiewicza przy pomocy samych nazwisk poprzedników zdefiniować, wrzucić do szufladki i zamknąć na wieki.

Piotr Pasiewicz jest Poetą – no dobrze, ale co to jest poezja?

W sztukach plastycznych? Poezja powinna bronić tego, co w nas delikatne, niedopowiedziane, nieokreślone. Tego, czego nie daje się wykrzyczeć czy wypowiedzieć sprawną składnią pełnego zdania. Sześcionożne kotki, kukiełkowe, dziecięce postaci o wielkich oczach, ptasiopochodne kształty, baloniki... A przede wszystkim kreska, często najcieńsza, delikatna, a jednak bardziej widoczna, więcej mówiąca niż towarzyszące jej czarne, pełne napięcia palmy. Kreska, delikatne ornamenty wypełniające okrągłe kształty, mozaiki z drobnych, ciemnych elementów. Pośród zagrożenia i napięcia można – prawie w każdej grafice Pasiewicza – odnaleźć przystań, poszukiwanie ukojenia, jakiś kształt Obroniony.Piotr Pasiewicz jest Poganinem – bez formalnego wykształcenia plastycznego, bez Akademii i bez Sztuk Pięknych tworzy więcej niż niejeden kontyngent absolwentów. Równocześnie, mimo wielu wystaw indywidualnych nie osiada na laurach, rozwija się, wciąż nie usatysfakcjonowany formalnie, eksperymentując przy tym z technikami, z formatem, ostatnio coraz częściej także z kolorem. Żadnej z jego prac nie można by nazwać zdecydowanie słabą. Nie sadzę, aby można było przejść obok jakiejkolwiek z jego prac całkowicie obojętnie. Owszem, można użyć takich słów jak „nieprzyjemne”, „obrazoburcze”, „emocjonalnie ekshibicjonistyczne”. Można nawet powiedzieć, że są nieładne, odpychające, „nie dla mnie”. Ale nie, że „niedopracowane”, że „wtórne” czy „bez polotu”.

A przede wszystkim, oglądając dwie, trzy prace Piotra Ryszarda (zdradźmy wreszcie, jak ma na drugie), zaczynami czuć jego osobę, jego obecność. Z każdą kolejną pracą chcąc poznać go trochę bliżej, jeszcze o tę kreskę, plamę, parę kropek więcej - a więc udaje mu się zakląć, wzorem pogańskiego szamana, jakąś część siebie, swojej energii, w postaci znaku, plastycznej komunikacji z Innym, z nami.

Czy Piotr Pasiewicz jest ślimakiem?

Właściwie, dlaczego by nie...?

 

P.S. Twierdzi, że na trzecie ma Dawid...

Tak, tak - ten, co wielkiemu Goliatowi trafił malutkim kamykiem we środek jego, przepełnionego pychą, czółka ;-).

Marciusz M. Moroń

 

 

 

 

01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53